Maroko - cesarskie miasta

Relacja z wycieczki do Maroka

As-salam-alejkum (pokój z Tobą bracie).
Wycieczka do Maroko była moją pierwszą "poważną" wyprawą zagraniczną. Ponieważ nie należę do osób które lubią swoje dupsko wylegiwać i opalać na plaży, zdecydowałem się na tzw. "objazdówkę", czyli tydzień jazdy po północnej części tego kraju. Jako termin wybrałem wrzesień - nie jest już tak piekielnie gorąco, dzięki temu długie chodzenie i zwiedzanie nie stanowiło problemów a dla nas europejczyków i tak było dosyć gorąco. Dodatkowo trafiłem na okres Ramadanu - świętego okresu dla Muzułmanów. Okres ten jest bardzo ciekawy dla turysty. Ramadan trwa ok miesiąca a Muzułmanie w tym okresie są zobowiązani do ścisłego postu przez cały dzień. Od świtu do zmierzchu. W związku z tym dostaliśmy pewne instrukcje od przewodnika - nie obnosić się z piciem wody, jedzeniem. Ścięciem głowy może i to by nie groziło, ale nieprzyjemności byłyby nieuniknione.
Postaram się choć trochę oddać klimat tego kraju. Początek - Agadir. 


Agadir

Miasto to niczym się nie wyróżnia. Można by wręcz napisać że to jest najmniej marokańskie miasto w Maroko. Wszędzie plac budowy - nowe hotele itp. Niby jest tam jakiś rynek ale niczym nie przypomina prawdziwego handlu jaki występuje w Maroko. Ale o tym później. Do tego jest jeszcze jeden minus - wycieczki fakultatywne w tym kraju praktycznie mijają się z celem. Przykładowo - do Marrakeszu jest ok 250 km czyli ok 4 godziny jazdy. A jak Marrakesz to koniecznie plac Jemaa-el Fna i najlepiej dwa razy - wieczorem i w południe.

Czas zacząć objazdówkę. Wsiadamy w autokar i jazda.

Podróżując z Agadiru do As-Sawiry, nie raz spotkałem się z widokiem kóz siedzących na drzewach arganowych. Widok ciekawy i niespotykany, więc warto opiekunowi kózek rzucić trochę grosza. W przeciwnym wypadku zacznie przeganiać kozy z drzew. 

Po drodze zatrzymaliśmy się w małym miasteczku. Tylko po to żeby spróbować tutejszych bananów.


Nie dość że są malutkie w porównaniu do naszych "europejskich", to smak mają zdecydowanie inny. Później nie mogliśmy na bazarkach odmówić sobie przyjemności kosztowania tutejszych owoców. Oprócz bananów można było również zakupić ...



Essaouira

Morza szum, ptaków śpiew. Essaouira (As-Sawira) to spokojne miasteczko rybackie. Największe wrażenie robią tu mury obronne miasta, ze starymi armatami. Miasto te również zainspirowało Orsona Wellesa, który w 1952 r. kręcił tu niektóre sceny "Otella". Tutaj również nakręcono sceny z serialu "Gra o tron". Już przed wejściem na medinę możemy zakupić świeże owoce morza od lokalnych rybaków.




Safi

Małe nadmorskie miasteczko słynące z ceramiki.




Tu polecam pierwsze zakupy. Dalej już tak pięknych ręcznie robionych półmisków, talerzy, tadżinów nigdzie nie znalazłem. Wszystko ręcznie robione z gliny i wypiekane w tradycyjnych piecach na drewno. No i była pierwsza okazja do potargowania :). W podziękowaniu za to że się targowałem, dostałem suwenirek - mały ceramiczny tadżin.

Przy okazji wizyty w tym mieście, na własne oczy przekonałem się jak wygląda oczyszczalnia ścieków w Maroko :). Wszystko sprowadza się do jednej rury zbierającej ścieki z całego miasta, która z klifu prowadzi prosto do .... oceanu.


El Jadida

Miasto założone przez Portugalczyków jako twierdza Mazagan. Tu mogliśmy podziwiać mury obronne, i zobaczyć jak dzieciaki skaczą z nich do wody.




Warto zwiedzić i zobaczyć między innymi XVI-wieczną cysternę czyli podziemny zbiornik na wodę.

Portugalska cysterna


Casablanca

Casablanca to największe i chyba najbardziej znane miasto Maroka. Znane przede wszystkim z filmu pod tym samym tytułem. Ale żeby było ciekawiej - film nie tu był kręcony. Na miejscu jest jedynie knajpa której wnętrze zostało zainspirowane filmem (Rick's cafe).

Ale tu koniecznie trzeba się zatrzymać. Przede wszystkim ze względu na Meczet Hassana II którego widok zapiera dech w piersiach. Nie tylko ze względu na swoje rozmiary, ale i to, że został zbudowany na oceanie. Posiada rozsuwany dach, najwyższy na świecie minaret (ponad 200 metrów), podgrzewaną podłogę, lasery wskazujące kierunek na Mekkę. Jeśli ktoś nie wierzy że meczet jest na wodzie, to w środku może się o tym przekonać stojąc na szklanej podłodze.

Meczet Hassana II
Minaret

I tu niestety koniec moich zachwytów. Planując zwiedzanie Casablanki wybierzcie inny dzień niż piątek. Tego dnia meczet Hassana II jest zamknięty dla turystów. Tak więc mimo próśb naszego przewodnika, nie zostaliśmy wpuszczeni do środka.

W Casablance po raz pierwszy poznałem czemu Maroko nazywane jest krajem kontrastów. Z jednej strony mamy piękny meczet Hassana II, piękne wille, a z drugiej strony bieda i slumsy. Casablanca jest największym miastem Maroka, ale najbardziej niebezpiecznym na całym szlaku naszej wycieczki. Stąd jakiekolwiek wycieczki po zmroku były nam odradzane. Ale oczywiście ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Wybraliśmy się więc wieczorem na krótki spacer z hotelu główną ulicą w celu skosztowania owocowych koktajli - panache. 


Rabat

Czas na stolicę Maroka - Rabat. Na początek zwiedzanie mauzoleum Mohameda V i ruin meczetu z wieżą Hassana z XII wieku.


Wieża Hassana

Obowiązkowym miejscem do zwiedzenia jest Szella - Nekropolia Merynidów

Szella

Medina w Rabacie jest wyjątkowa. W odróżnieniu od innych miast w Maroku, tu jest wyjątkowo błękitnie.

Spacerując po medinie, zatrzymaliśmy się w małej kawiarence. Pierwsze co zamówiliśmy to herbatka miętowa. Mimo tego że jest bardzo słodka, jest bardzo odświeżająca. Polecam szczególnie w upały.

The a la menthe - herbatka miętowa

Rabat - panorama

To miasto chyba najbardziej przypadło mi do gustu. Nie tylko ze względu na piękną medinę, i niesamowite ruiny nekropolii Merynidów, ale również z powodu klimatu. Tu mogliśmy spokojnie wieczorem ruszyć na spacer i spędzić czas wieczorkiem przy przepysznym panache.


Meknes

Miasto wielu bram. Pomimo tego że w Maroko wszędzie są bramy, najczęściej w formie klucza, przy wejściach do pałaców, na mediny, to tutaj te bramy są najbardziej imponujące.

Bab El-Khemis
Brama Bab El-Khemis
Bab El-Mansour
Brama Bab El-Mansour

Volubilis

Jedno z najważniejszych miejsc do obejrzenia w Maroko. Volubilis to ruiny rzymskiego miasta zbudowanego na przełomie II i III wieku. Możemy tu obejrzeć pozostałości murów obronnych, willi ze wspaniałymi do tej pory w dobrym stanie zachowanymi mozaikami, łuk triumfalny i wiele innych obiektów.




Fez

Wycieczkę po Fezie rozpoczęliśmy od wizyty w fabryce ceramiki. Podobnie jak w Safi, wszystko ręcznie wyrabiane i wypalane w tradycyjnych piecach.



Tu mogliśmy zobaczyć jak są robione słynne Marokańskie mozaiki, które widzimy we wszystkich pałacach i hotelach.


Kolorowe płytki ceramiczne są tłuczone na małe kawałki i układane odwrotnie na specjalnym szablonie (kolorem do dołu). Potem zalewa się szablon substancją wiążącą i po odwróceniu mozaika jest gotowa. Trzeba nie lada koncentracji żeby się nie pomylić przy okładaniu wzorku.
Fes el-Bali - czyli medina w Fezie. Miejsce które posiada ok 9 tysięcy wąskich uliczek i bez przewodnika poruszanie się tam jest niemożliwe.

Fez - panorama

Obowiązkowym punktem zwiedzania jest garbarnia skór.

Garbarnia skór w Fezie

Przy wejściu na taras widokowy każdy dostaje gałązkę mięty, ze względu na fetor uryny unoszący się nad kadziami. Na miejscu możemy kupić słynne marokańskie skórzane kapciuchy. No i następna porada - jeśli w sklepiku wisi cena to nie targujemy się :). Przy większych zakupach można zapytać o rabat, ale o bazarowym kupowaniu należy zapomnieć.



Marrakech

Do Marakeszu dotarliśmy wieczorkiem. Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy na plac Jemaa el Fna. Od razu zaczęliśmy być oblegani przez naganiaczy knajpek, różnych kuglarzy, zaklinaczy węży, handlarzy itd.


Dookoła unosił się dym z miejscowych knajpek. Niestety trzeba tu uważać na naciągaczy. Pod żadnym pozorem przy robieniu zdjęć nie zgadzać się na cenę "dasz ile uważasz". Ja miałem taką przygodę i dzięki wcześniejszym poradom naszej przewodniczki, nie dałem się oskubać. Sam plac jest olbrzymi, jednak ze względu na wcześniejszą nieciekawą rozmowę z tubylcem, dałem sobie spokój z kupnem pamiątek, i zostawiłem sobie tą przyjemność na następny dzień. Zamiast tego skosztowałem rewelacyjnych soków pomarańczowych wyciskanych na miejscu z owoców które w smaku niczym nie przypominają naszych marketowych pomarańczy.



Jak wcześniej pisałem, Maroko jest krajem kontrastów. Wśród niesamowitych budowli spotkamy się często z żebrakami, szczególnie tutaj. Jednak nie narzucają się. Przy sokarniach często stoją biedne dzieciaki z pustymi buteleczkami. Radość dziecka jak dostanie pełną butlę soku - bezcenna.
A soków nakupowałem tyle zarówno dzieciakom jak i sobie, że następnego dnia handlarz od razu mnie poznał na placu :). No i przyszedł w końcu czas na spokojne zakupy. Odnośnie zakupów w Maroko - wiele osób wracających z krajów afryki narzeka na robienie zakupów. Tu w Maroko jest to sama przyjemność :). Nikt nam się nie narzucał, w spokoju mogliśmy przejść po całym bazarze i spokojnie znaleźć ciekawe pamiątki. Nawet jeśli mówiłem że tylko oglądam, nie robili problemów, a wręcz zapraszali - wejdź do środka, obejrzyj, skąd jesteś itd. Oczywiście jak wcześniej pisałem, obowiązkiem jest targowanie. Nie chodzi tu tylko o zbicie ceny, ale o tradycję. Na bazarach przy towarach nie ma wywieszonej ceny. Ja przyjąłem sobie taką zasadę - warto przeliczyć sobie ile chcemy wydać na określoną pamiątkę i tej ceny się trzymać, oczywiście negocjacje zaczynając od ceny niższej. Jeśli sprzedawca zdecydowanie nie chciał sprzedać po mojej cenie mówiłem "safi" (wystarczy), i szedłem dalej. Niejednokrotnie zdarzało się że spowrotem zawołał i zgadzał się na moją cenę. Jeśli negocjacje trwały długo i kończyły się ugodą, zdarzało się że zadowolony sprzedawca dał jeszcze jakiś mały prezencik.

Na tym kończę moją krótką historię. Mam nadzieję że nie zanudziłem :). I mam nadzieję że tam kiedyś jeszcze wrócę. Jak to muzułmanie mówią - "jeśli allah pozwoli".


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ