Meksyk

Relacja z wycieczki do Meksyku

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam latać. Lecąc do Meksyku trzeba jednak wziąć pod uwagę bardzo długi czas lotu. W moim przypadku podróż była z międzylądowaniem we Franfurcie (2 godziny) a potem bezpośrednio do Mexico City (ok 11 godzin). Na szczęście drinki pomogły trochę się rozluźnić :). Jeśli lądujemy w Meksyku późnym wieczorem lub nocą, warto zająć miejsce przy oknie. Widok miasta Meksyk w nocy jest niesamowity. Już z samolotu widzimy ogrom tego miasta (wg wikipedii 1479 km²). 

Pierwsze "atrakcje" wycieczki mieliśmy już w nocy. Ok 2.30 nad ranem w Meksyku mieliśmy trzęsienie ziemi o sile 6 stopni. Dziwne przeżycie, czułem się trochę jak w łóżku wodnym. Nad ranem w recepcji dowiedziałem się że na szczęście nie było ofiar ani zniszczeń a epicentrum znajdowało się między miastami Meksyk i Acapulco. 

Na początek :

Guadelupe

Cudowny obraz Matki Boskiej

Będąc w Meksyku pierwsze kroki skierowaliśmy do Guadelupe - do bazyliki Matki Boskiej. Na zdjęciu powyżej obraz Matki Boskiej. Właściwie nie powinno się tego nazywać obrazem. Jest to wizerunek uwieczniony na kawałku tkaniny. I tu w bazylice ktoś wpadł na rewelacyjny pomysł. Każdy chcąc obejrzeć ten wspaniały obraz, wchodzi na ruchome schody. Dzięki temu nie ma tam kolejek, przepychanek do obrazu, wszystko sprawnie i każdy ma możliwość w spokoju obejrzeć ten cudowny wizerunek. A ponieważ ta bazylika jest największym sanktuarium maryjnym na świecie, ilość turystów jest ogromna (ok 12 mln rocznie).  Nie wiem tylko jaka część z tych osób powinna być nazwana turystami, i czy mieszkańców kraju Meksyk również wliczono do tych statystyk, ponieważ do tego świętego miejsca Meksykanie masowo pielgrzymują.

Indianie składają dary Matce Boskiej

Dary dla Matki Boskiej z Guadelupe

Tu na miejscu przekonaliśmy się jak Meksykanie czczą wizerunek Matki Boskiej. Pod bazyliką mnóstwo kwiatów, układanych na miejscu w piękne dywany, mini kapliczki, a po Mszy Świętej jest tu huczno i gwarno.  Na placu przed bazyliką można zauważyć ludzi którzy na kolanach przebywają drogę do sanktuarium.


Teotihuacan

Teotihuacan jest niesamowite. Piramidy słońca i księżyca robią niesamowite wrażenie. Wzłuż "Alei Zmarłych" postawiono kilka mniejszych piramid, prawdopodobnie służących jako ołtarze.
Pierwsze moje kroki skierowałem ku piramidzie słońca. Wg tutejszych legend, wejście na szczyt piramidy daje energię, witalność, ale takiego pecha to chyba mam tylko ja. Ponieważ były przeprowadzane prace archeologiczne, wejście na sam szczyt zostało zamknięte.


Piramida słońca



Piramida księżyca

Widok na aleję zmarłych z piramidy księżyca


Ponieważ Teotihuacan jest bardzo oblegane przez turystów, znajdziemy tu mnóstwo handlarzy którzy będą chcieli nam wcisnąć różne pamiątki wołając nawet po Polsku : "taniej niż w Biedronce". No i jak wszędzie, trzeba uważać na podróbki. Tu szczególnie trzeba uważać na podróbki masek z "obsydianu". Pamiątka owszem, może i fajna, ale z obsydianem nie ma nic wspólnego. Jak przekonaliśmy się później, maski te są z plastiku, a za pamiątkę z prawdziwego kamienia wulkanicznego, ręcznie robioną, trzeba wydać naprawdę dużą ilość kasy.


Ręczny wyrób masek



Mexico City

Wieczorkiem udaliśmy się na spacer na Zocalo. Zocalo to główny plac w mieście, a ten tu w stolicy oficjalnie nosi nazwę Plaza de la Constitution.


Katedra


A z samego rana znów zwiedzanie Mexico City. Stare miasto z Pałacem prezydenckim i katedrą, Plac trzech kultur i muzeum antropologiczne.


Pomnik Jana Pawła II z płaszczem z kluczy

Plac trzech kultur


Muzeum antropologiczne jest jednym z ciekawszych miejsc w stolicy. Znajdziemy tu praktycznie całą historię Meksyku, zamkniętą w jednym miejscu. Zgromadzone tu są eksponaty z czasów Olmeków, Zapoteków, Tolteków, Majów, Azteków, a czasu żeby to wszystko obejrzeć, napewno zabraknie. Część z nich to repliki jak np replika grobowca, ale większość to prawdziwe artefakty wykopane z ruin piramid.


Kamień słońca - kalendarz Azteków



A wieczorem kolacja na Xochimilco przy śpiewie Mariachis. W Xochimilco poczujemy się trochę jak w Wenecji, płynąc gondolą wśród śpiewów lokalnych muzyków. Meksykanie tutaj wynajmują łodzie i spędzają razem czas świętując różne wydarzenia, a czasem w taki sposób po prostu spędzają święta. Klimat zdecydowanie bardziej przyjazny i ciekawy niż nasze tradycyjne "u cioci na imieninach".


Łodzie na Xochimilco zwane "trajinera"

Voladores



W stolicy warto również wybrać się na taras widokowy wieży latynoamerykańskiej. Z hotelu zajęło nam to 5 minut i zdążyliśmy dosłownie w ostatnim momencie, poniewaź o 22 taras jest zamykany. Zastanawialiśmy się nawet czy nie spieszyć się i nie zobaczyć panoramy miasta rano, ale widok tego miasta w nocy jest imponujący.


Pałac sztuk pięknych



Tepotzotlan

Tepotzotlan to miasteczko z czasów kolonialnych. Tu odnajdujemy perłę meksykańskiego baroku wzniesiona przez jezuitów – Seminarium Świętego Marcina i kościół Świętego Franciszka Ksawerego. 





Queretaro

Zwiedzanie centrum: Kościół i klasztor Świętego Krzyża wraz z ogrodem gdzie znajduje się unikalne drzewo z kolcami w kształcie krzyża, pl.Broni i zabytkowy Akwedukt.




Zabytkowy akwedukt w klasztorze

Jadąc do Meksyku polecam naukę hiszpańskiego. Tu w Queretaro siadłem w małej knajpce z nadzieją skosztowania lokalnych dań. No i poległem już na wstępie, gdyż po angielsku nie można było się w żaden sposób porozumieć. Całe szczęście że obok siedział kanadyjczyk, i moja rozmowa wyglądała tak: ja do niego mówiłem po angielsku, on do właściciela lokalu po hiszpańsku, i na odwrót. Przy okazji miło pogawędziłem z kanadyjczykiem, który na wieść że do tej pory byliśmy głównie w mieście Meksyk, skrzywił się i stwierdził że to miasto jest nieciekawe i dla niego kraj Meksyk najpiękniejszy jest głównie w małych miasteczkach takich jak tutaj w Queretaro. Dużo w tym racji, o czym przekonałem się następnego dnia.


Tonantzintla

W języku Nahuatl, nazwa tego miasteczka to "miejsce naszej małej matki" - Azteckiej bogini Tonantzin. Tonantzintla to małe miasteczko 10 km od Puebli. Niby nic ciekawego tu do zwiedzania nie ma, oprócz jednego małego kościółka - Santa Maria, jednego z najpiękniejszych w całym Meksyku, ale za to jest tu wspaniały klimat. I ta mała mieścinka urzekła mnie chyba najbardziej z całej wycieczki. Brak tu piramid, turystów, ale za to jest spokój, cisza i taki typowo meksykański klimat. Szczęśliwym trafem udało nam się zobaczyć meksykański ślub. 





Cholula

Zwiedzanie symbolu konkwisty – piramidy w Cholula. Co ciekawe na szczycie jest zbudowany kościół. Przez setki lat piramida w Choluli tak zarosła, że budowniczy kościoła myśleli że budują na zwykłym wzgórzu. Dopiero później podczas rozbudowy kościoła, przypadkowo dokopali się do jednej z największych piramid na świecie.



Voladores na tle wulkanu


Veracruz

Miasto portowe. Tu niestety nie znalazłem nic dla siebie. Coprawda miasto nocą tętniło życiem, ale mi do gustu tu nic nie przypadło. Bazar pełen chińszczyzny i nic więcej.




Villahermosa

Tu znajduje się muzeum zawierające pamiątki po Olmekach. W tym parku archeologicznym możemy zobaczyć wielkie rzeźby głów, ołtarze, jak również wejść do ptaszarni, i obejrzeć z bliska piękne papugi i poczuć się jak w prawdziwej dżungli, bo właśnie w niej to muzeum zostało umieszczone.





Palenque

Zwiedzanie porozrzucanych w dżungli budynków Majów w Palenque. Co do ruin, to budowę szacuje się na 226 rok PNE, a rozpad ok 1123 NE.
A jest tu co oglądać : Pałac, Światynia Inskrypcji, Światynia Krzyża, Światynia Słońca, Świątynia Czaszki. I podobnie jak w Teotihuacan, również są prowadzone prace archeologiczne. Prawdopodobnie, podobnie jak w Cholula, część piramid jest ukryta pod ziemią, wchłonięta przez dżunglę.



Świątynia Krzyża

Świątynia Inskrypcji. Tu znaleziono grobowiec Pakala Wielkiego


Agua azul

Zespół przepięknych wodospadów. Tu możemy nawet zażyć orzeźwiającej kąpieli, ale tylko w jednym do tego przeznaczonym miejscu





San Cristobal de las Casas

Stolica Zapatystów.
W tym mieście wylądowaliśmy praktycznie tylko na nocleg. Zanim zwiedziliśmy kościół Santo Domingo, musieliśmy się trochę poprzeciskać między straganami, gdyż u stóp tego kościoła znajduje się wielki bazar, a indianie z pobliskich wiosek handlują tutaj rękodziełem. Po drodze katedra przy Plaza del Marzo.



San Juan Chmula

Małe miasteczko zamieszkiwane przez indian z plemienia Tzotzil. Jadąc do miasteczka indiańskiego wyobrażałem sobie małą wioskę w dżungli, z ludźmi patrzącymi na nas jak na intruzów, a tymczasem indianie żyją praktycznie tak samo jak inni mieszkańcy Meksyku. Różnią się tylko ich zwyczaje, modlitwy. Bardzo ciekawym zwyczajem jest u nich modlitwa o plony, deszcz, do wizerunków świętych. Jeśli ich gorące modlitwy nie zostają spełnione, wizerunek świętego jest rozbierany za karę z ubrań. Niestety tutaj w ich kościółku nie mogliśmy wogóle robić zdjęć. Nie ze względu na używanie lampy i szkodliwy ich wpływ na zabytki, lecz ze względu na niecodzienną tutejszą kulturę.



Oczywiście jak wszędzie w Meksyku trafimy na handlarzy. Co chwilę ktoś proponuje ciekawe różańce, naszyjniki. Dla Polaków promocyjna cena :). Jak nam pokazywał jeden z handarzy - cena za różaniec: Ameryka 800 $, Polonia 200 $ oczywiście meksykańskich nie USD :). Tu jeśli o kupno pamiątek, znajdziemy wiele ciekawych warsztatów rękodzielniczych. A w takich małych warsztatach Panie mogą zakupić piękną ręcznie zdobioną biżuterię :), a nawet w przypadku bransoletek, w minutę na zapleczu jest przez sprzedawcę dopasowana do ręki.





Kanion sumidero

Kanion ten leży w centrum parku narodowego. Ściany tu mają wysokość prawie 1000 metrów.






Mitla

Mitla jest najważniejszym miejscem kultury Zapoteków. W ich języku, miejsce to nazywało się "Lyobaa", co oznacza "miejsce spoczynku". Tu największą "atrakcją" są ruiny pałacu zbudowanego przez Zapoteków wraz z okolicznymi budynkami i kolumnami. Najstarsze z nich zostały zbudowane między 450 a 700 rokiem naszej ery. Sama wioska szacuje się że powstała ok 900 lat PNE jako centrum religijne. Do do budowli, to charakterystyczne dla nich są ogromne mozaiki na ścianach w kształcie wzorów geometrycznych (grecas), wykonanych z małych kamieni, doskonale wyrzeźbione i połączone ze sobą bez użycia zaprawy.






Santa Maria del Tule

W tej małej miejscowości znajduje się najstarsze drzewo Meksyku. Drzewo to ma ponad 2000 lat. Średnica pnia drzewa to ponad 14 metrów, a wysokość prawie 42 metry. Naprawdę robi wrażenie.



Oaxaca

Czas na kolejne piękne meksykańskie miasto, a kolonialną architekturą. Wiele 16-wiecznych budynków tutaj, zostało odrestaurowanych i obecnie można tu znaleźć galerie, muzea, hotele.


Kościół Santo Domingo



Stragan z chapulines

Jeśli ktoś nie wie co to chapulines - to owady przyrządzane w chilli. Może z widoku ohydne ale w smaku nie są takie złe.



Monte Alban

Dawna stolica Zapoteków. Ruiny te są umiejscowione na górze zwanej "Białą Górą", z widokiem na miasto Oaxaca. Miejsce to jest wpisane do światowego dziedzictwa UNESCO. Znajdziemy tu kilka piramid, ołtarzy, grobowców, oraz boisko do gry w "pelotę", oraz rzeźby skalne zwane "Los Danzantes" (tancerze).
Wiele artefaktów, które zostały tu znalezione podczas prac archeologicznych, znajduje się w pobliskim muzeum, oraz w muzeum antropologicznym w Meksyku.





Widok na Monte Alban z południowej piramidy

I tu mieliśmy następne przygody. Zostaliśmy zatrzymani przez strajk. Mieszkańcy Oaxaca zablokowali wszystkie wyjazdy z miasta. Nasz kierowca wybrał się na przegląd trasy taksówką żeby sprawdzić, czy damy radę przejechać autokarem przez małe dróżki. No i spróbowaliśmy przejechać. Mimo tego że mieszkańcy łapali się za głowy i machali że nie da rady, próbował dzielnie. Niestety w pewnym miejscu dały radę tylko osobówki. Zatrzymał nas strumyk wody i duży stromy spadek. Za próby nagrodziliśmy go brawami, a może za to że jednak tam nie próbował wjechać. Rezultat - trzęsące się ręce kierowcy i porysowany cały autobus. Do godziny 17 ugrzęźliśmy więc w mieście bez możliwości dalszej jazdy.


Puebla

Puebla zwana jest miastem aniołów. Tu zwiedzaliśmy kolonialną starówkę: Kościół św.Dominika, Katedra. Uwagę moją przyciągnęły pięknie zdobione kamienice




Taxco

Taxco zwane jest "srebrnym miastem". Przede wszystkim ze względu na ilość kopalni srebra jaka się tu w okolicach znajduje. Tu również mamy możliwość odwiedzenia licznych warsztatów z wyrobami ze srebra. A na srebro trzeba w Meksyku uważać. Nie raz mieliśmy możliwość kupna biżuterii z tzw. "czystego" srebra. Podróbki są tu bardzo często wciskane turystom. W samym Taxco nie spotkaliśmy się z tym, ale w Acapulco takich handlarzy było mnóstwo. A srebro tu warto kupić.
Krętymi uliczkami wybraliśmy się na spacer po tym kolonialnym mieście do samego centrum i barokowego kościoła Św. Priscylii i Św.Sebastiana.




Uliczki tutaj mają szerokość dwóch garbusów



Acapulco

Acapulco chyba nie trzeba nikomu specjalnie prezentować. Jest to jeden z najbardziej znanych kurortów na świecie. Piasek gorący, woda ciepła, drinki za darmoszkę (nawet menu mieliśmy w języku polskim), co więcej chcieć. Ale i tu należy uważać. W ostatnich latach o wpływy w Acapulco walczą kartele narkotykowe. My coprawda nie mieliśmy żadnych nieprzyjemności ani nawet nie poczuliśmy żadnego niebezpieczeństwa. No i palące słońce. Kremy obowiązkowe. Ja po jednym dniu opalania wyglądałem masakrycznie, mimo tego że nie wygrzewałem się na słońcu. Dupsko blade, reszta spalona na raka.


Wieczorkiem wycieczka na La Quebrada. 
La Quebrada to wąwóz, na którego szczyt wspinają się młodzi skoczkowie.


Na oczach turystów Clavasistas wspinają się po skale i skaczą z niej z wysokości 25-40 metrów, do oceanu a właściwie do wąskiego przesmyku. Przed skokiem modlą się przy małej kapliczce. I prawdę mówiąc, wcale im się nie dziwię.


Cuernavaca

Miasto wiecznej wiosny



W Meksyku często spotkamy się z występami Indian.




I to tyle z mojej relacji do Meksyku. Podsumowując - śmiało mogę polecić taką wycieczkę. Widok wspaniałych piramid i miasteczek na zawsze zapamiętam. Jak dla mnie jedynym minusem są tu odległości między miastami. A zwiedzenie wszystkiego co warte jest obejrzenia w Meksyku, zajęło by mi minimum miesiąc. Dodatkowo zdarza się jak w moim przypadku, że autokar na granicy stanu został zatrzymany przez wojsko. Ale mam nadzieję że choć trochę udało mi się przekazać klimat jaki tu poczułem.


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ