Tatry i okolice

Rusinowa Polana

Pora na mały spacerek i przywitanie się z górami. Po drodze wizyta w Sanktuarium Maryjnym na Wiktorówkach z symbolicznym cmentarzem ofiar gór. Po wejściu na polanę, przed nami pojawi się piękna panorama Tatr, z widokiem na Mięguszowieckie Szczyty, Rysy, Gerlach itd. Z Rusinowej polany można wejść na Gęsią Szyję.
Ogólnie mówiąc, spacerek bardzo przyjazny, idealny na wycieczkę z dzieciakami, a po drodze jest kilka strumyczków, które pociechy bardzo lubią.

Kapliczka na Wiktorówkach


Panorama tatr z Rusinowej Polany
Rysy

Nie będę ukrywać. Wejście na Rysy od dawna było moim marzeniem. W szczególności że w Tatrach byłem ostatnio chyba 9 lat temu i powiedziałem sobie : kiedyś tam wejdę. Pokonam swój lęk wysokości i dam radę. Tymbardziej że z łażeniem po górach mało mam wspólnego. No ale udało się. Ale od początku:
Wejście zaplanowaliśmy od polskiej strony. Pobudka: 4 rano. Przed wyprawą spodziewaliśmy się dużej ilości osób, stąd ruszyliśmy z Palenicy już ok 5 rano. I już po drodze spotkaliśmy kilkanaście osób idących w tym samym kierunku. A że trafił się długi weekend to można się było tego spodziewać.
Najpierw najbardziej nudny etap - droga asfaltowa do Morskiego Oka. Ok godz 7 jesteśmy na miejscu i chwilka odpoczynku, a cieszenie się widokiem pustek nad Morskim Okiem - bezcenne :).

Potem nad Czarny Staw - udało nam się to w ekspresowym tempie - z Morskiego Oka w ok 17 minut !.


Ucieszyliśmy się że w takim tempie to będziemy w 2 godziny na szczycie, ale dalej już nie było tak lekko. Następny odpoczynek - bula pod Rysami.

Tu dłuższą chwilę spędziliśmy - prowiancik, widoczki, nabieranie sił i dalej w drogę. W końcu widać cel - i tu STOP - łańcuchy i kolejka na szczyt. Mimo tego że wybraliśmy się dosyć wcześnie, to już po drodze mieliśmy przystanki z powodu licznej grupy osób. Na szczęście, dzięki wczesnej pobudce, nie czekaliśmy długo.
Godzina 10.30. Meldunek na szczycie !!!
Co tu pisać. Mam nadzieję że moje zdjęcia choć trochę odzwierciedlą to co z góry widać.

Rysy - widok ze szczytu

Na górze zasłużony odpoczynek. Chwila aklimatyzacji i przyzwyczajenia się do wysokości, i mogłem cieszyć się widokiem i trzaskać zdjęcia :).
No i niestety przyszedł czas na powrót. O ile wejście nie było tyle trudne co żmudne, to zejście było masakrą. W szczególności przez ilość osób jakie wybierały się w tym czasie na szczyt. Z góry wyglądało to prawie jak pielgrzymka. Mijanie się na szlaku z łańcuchami było uciążliwe do tego stopnia, że część zejścia pokonywałem na dupsku, zjeżdżając po skałach. Ale było warto. Chociażby dla takich widoków jak ten :

A po zejściu do schroniska wymarzone ... upragnione ... zimne ... piiiiwko :)



Spływ dunajcem

Po męczącej wyprawie, czas na relaksik :). Spływ Dunajcem odbywa się w drewnianych łódkach po rzece graniczącej ze Słowacją. Wyprawę umilają opowieści i dowcipy flisaków.

Coprawda niektóre dowcipy suche strasznie, ale ogólnie wyprawa całkiem miła, w otoczeniu pięknych widoków na Pieniny, a w szczególności na Trzy Korony. Ok 2,5 godzinki w łódce minęło jak z bicza strzelił.
Po wyjściu z łódki przesiadka do statku w kierunku Niedzicy.
Po drodze widok na zamek w Czorsztynie,

i zamek w Niedzicy.

Tu nastąpił koniec wodnej przeprawy i mogliśmy zwiedzić wnętrze zamku.
Po drodze zatrzymaliśmy się w Dębnie i zwiedziliśmy mały drewniany kościółek (wpisany na listę zabytków UNESCO). Tutaj kręcony był ślub Janosika i Maryny:). Co ciekawe, wychodząc z kościoła w Dębnie, zostali teleportowani do doliny Kościeliskiej gdzie kręcono resztę ujęć :). Na nas teleport niestety nie zadziałał, więc busikiem wróciliśmy do domku.


Czerwone wierchy

Na Czerwone wierchy, podobnie jak na Rysy, budziki nastawione na 4 rano. Cel - uniknięcie rzeszy turystów. Wyprawę zaczęliśmy od doliny Małej Łąki. Szlag dosyć długi, ale prosty z ładnymi widoczkami. Na Giewoncie meldunek po 8 rano. I tu nagroda za wczesne wstawanie - pusto na szczycie.

Piękną panoramę z Giewonta niestety szlag trafił. Przepaliłem jedno ze zdjęć i nici z ładnego ujęcia.
Po zejściu z Giewontu, szlak prezentuje się następująco:
Przełęcz pod kopą Kondracką -> Kopa Kondracka (2005 m)->Małołącka przełęcz -> Małołączniak (2096 m) -> Litworowa przełęcz -> Krzesanica (2122 m) -> Mułowa przełęcz -> Ciemniak (2096 m).

Kopa Kondracka - widok na Giewont




I z Ciemniaka zejście w kierunku doliny Kościeliskiej. Po drodze niestety pogoda nam się trochę popsuła, i chmury ograniczyły widoczność. Na szczęście nie do tego stopnia żeby nam zasłonić szlak.
Podsumowując, szlak czerwonych wierchów mogę każdemu polecić. Przede wszystkim ze względu na wspaniałe widoki. Szlak sam w sobie też jest prosty i nie zawiera żadnych stromych czy niebezpiecznych wejść. Aczkolwiek zejście z Ciemniaka do Doliny Kościeliskiej jest dosyć długie i znowu o sobie dały znać kolana :(

Tyle z tegorocznej wyprawy w Tatry. Pozostaje mi cieszyć się widokami na zdjęciach, i planowanie zwiedzania kolejnych szlaków. A dla Was w galerii więcej zdjęć.

No i do zobaczenia na szlaku...


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ